Od uruchomienia linii tramwajowej do ul. Gronostajowej minął tydzień. Dzień przed sylwestrem mieszkańcy Ruczaju zyskali dwie linie tramwajowe: "dwunastkę" i "osiemnastkę". Równolegle z uruchomieniem linii tramwajowej skrócono jednak trasy trzech linii autobusowych: 124, wspomagającej ją 424 i 128. Dziś dojeżdżają one do ronda Grunwaldzkiego, a nie do przystanku Ruczaj, jak wcześniej. Wielu mieszkańców zaskoczonych jest likwidacją połączeń autobusowych. "Ciekawe, ilu ludzi byłoby za budową linii tramwajowej, jeżeli wiedziałoby, że tramwaj będzie jechał zamiast autobusów? Zwłaszcza że po poszerzeniu jezdni do dwóch pasów w jednym kierunku nie będzie korków na ich trasie" - pisze do redakcji pasażer dojeżdżający z Ruczaju. I jeszcze wpis z naszego forum: "Koszmarnym punktem przesiadkowym jest rondo Mogilskie, po Grzegórzeckim też trzeba się nabiegać, a teraz zepsuto rondo Grunwaldzkie. Zanim autobus linii 128 skręci w Konopnickiej, zatrzyma się na przystanku, a pasażer zdąży dotrzeć do przystanku tramwajowego na ul. Monte Cassino w stronę Ruczaju, to może pomachać na pożegnanie nawet dwóm tramwajom, jeśli akurat jadą stadem".
Miejscy urzędnicy zapewniają jednak, że taki krok był uzasadniony, a mieszkańcy na zmianach zyskali. - Wprowadzenie przesiadek na rondzie Grunwaldzkim na pewno nie skomplikowało dojazdów z Ruczaju do centrum miasta. Zachowaliśmy liczbę kursów z Ruczaju, tyle że teraz połączenie obsługują tramwaje, a nie autobusy - wyjaśnia Piotr Hamarnik z ZIKiT. - Do tego tramwaje kursujące do ul. Gronostajowej są wyraźnie pojemniejsze niż autobusy przegubowe. Dlatego w tramwajach nie powinno być tłoku.
Miasto przypomina też, że przesiadki na rondzie Grunwaldzkim nie są dla pasażerów uciążliwe, bo akurat w tym miejscu to kwestia wyjścia z jednego pojazdu komunikacji miejskiej i wejścia do kolejnego.
Skąd w ogóle pomysł skrócenia linii autobusowych? Hamarnik zapewnia, że nie chodziło wcale o oszczędności. - Na niczym nie oszczędzamy - przekonuje. - Tramwaje są droższe w utrzymaniu niż autobusy. Uznaliśmy, że skoro zapewniamy sprawną komunikację tramwajową na Ruczaj, to dokładanie do autobusów nie ma sensu.
We wczorajszym wydaniu "Gazety" opisaliśmy też sytuację niepełnosprawnych mieszkańców Ruczaju, którzy narzekają, że zmiany dokonane na trzech liniach autobusowych utrudniły im dojazdy do centrum Krakowa. Urzędników takie argumenty jednak nie przekonują. - Tramwaje kursujące na Ruczaj mają jeden człon niskopodłogowy, więc są one dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych - uważa Hamarnik. - Docelowo do pętli Czerwone Maki również będą kursowały tramwaje niskopodłogowe.
Jak zapewnia ZIKiT, nie ma możliwości, by po uruchomieniu całego torowiska na Ruczaj zlikwidowane zostały pozostałe połączenia autobusowe. Dziś na ostatni przystanek Ruczaju "Kampus Uniwersytetu Jagiellońskiego" dojeżdżają linie 114, 178, 194, aglomeracyjne 213 i 223 oraz nocna 609. Całość czterokilometrowego torowiska do pętli Czerwone Maki ma zostać uruchomiona w listopadzie.
Komentarz
Nie ma się co dziwić protestom mieszkańców Ruczaju, bo niełatwo zmienić przyzwyczajenia. Tym bardziej jeśli nowe połączenia wiążą się z dodatkowymi przesiadkami. Ale sytuacja finansowa miasta nie pozwala na wprowadzenie luksusu w postaci dublowania tras tramwajowych i autobusowych. Tym bardziej, że zgodnie z zapowiedziami miasta autobusy mają głównie dowozić pasażerów do pętli przesiadkowych. Tak właśnie stało się z liniami, które dziś kursują do ronda Grunwaldzkiego. A tu przesiadki odbywają się wyjątkowo płynnie.
Mateusz Żurawik
Miejscy urzędnicy zapewniają jednak, że taki krok był uzasadniony, a mieszkańcy na zmianach zyskali. - Wprowadzenie przesiadek na rondzie Grunwaldzkim na pewno nie skomplikowało dojazdów z Ruczaju do centrum miasta. Zachowaliśmy liczbę kursów z Ruczaju, tyle że teraz połączenie obsługują tramwaje, a nie autobusy - wyjaśnia Piotr Hamarnik z ZIKiT. - Do tego tramwaje kursujące do ul. Gronostajowej są wyraźnie pojemniejsze niż autobusy przegubowe. Dlatego w tramwajach nie powinno być tłoku.
Miasto przypomina też, że przesiadki na rondzie Grunwaldzkim nie są dla pasażerów uciążliwe, bo akurat w tym miejscu to kwestia wyjścia z jednego pojazdu komunikacji miejskiej i wejścia do kolejnego.
Skąd w ogóle pomysł skrócenia linii autobusowych? Hamarnik zapewnia, że nie chodziło wcale o oszczędności. - Na niczym nie oszczędzamy - przekonuje. - Tramwaje są droższe w utrzymaniu niż autobusy. Uznaliśmy, że skoro zapewniamy sprawną komunikację tramwajową na Ruczaj, to dokładanie do autobusów nie ma sensu.
We wczorajszym wydaniu "Gazety" opisaliśmy też sytuację niepełnosprawnych mieszkańców Ruczaju, którzy narzekają, że zmiany dokonane na trzech liniach autobusowych utrudniły im dojazdy do centrum Krakowa. Urzędników takie argumenty jednak nie przekonują. - Tramwaje kursujące na Ruczaj mają jeden człon niskopodłogowy, więc są one dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych - uważa Hamarnik. - Docelowo do pętli Czerwone Maki również będą kursowały tramwaje niskopodłogowe.
Jak zapewnia ZIKiT, nie ma możliwości, by po uruchomieniu całego torowiska na Ruczaj zlikwidowane zostały pozostałe połączenia autobusowe. Dziś na ostatni przystanek Ruczaju "Kampus Uniwersytetu Jagiellońskiego" dojeżdżają linie 114, 178, 194, aglomeracyjne 213 i 223 oraz nocna 609. Całość czterokilometrowego torowiska do pętli Czerwone Maki ma zostać uruchomiona w listopadzie.
Komentarz
Nie ma się co dziwić protestom mieszkańców Ruczaju, bo niełatwo zmienić przyzwyczajenia. Tym bardziej jeśli nowe połączenia wiążą się z dodatkowymi przesiadkami. Ale sytuacja finansowa miasta nie pozwala na wprowadzenie luksusu w postaci dublowania tras tramwajowych i autobusowych. Tym bardziej, że zgodnie z zapowiedziami miasta autobusy mają głównie dowozić pasażerów do pętli przesiadkowych. Tak właśnie stało się z liniami, które dziś kursują do ronda Grunwaldzkiego. A tu przesiadki odbywają się wyjątkowo płynnie.
Mateusz Żurawik







