Gazeta.pl > Miasta >  Kielce

Autobusy jeżdżą stadami. Przez korki i umowę

Marcin Sztandera
27.08.2011 10:00
A A A Drukuj
Kielce. Elektroniczne tablice informacyjne na przystankach autobusowych Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
  • Kielce, sierpień 2011. Korek na ul Paderewskiego
  • Automat do sprzedaży biletów w kieleckich autobusach
Kuriozalna sytuacja z obsługą komunikacyjną Kielc. Przewoźnikowi opłaca się realizować nawet najbardziej opóźnione kursy, bo inaczej nie zarabia. Dlatego w czwartek autobusy masowo jeździły stadami i wzajemnie spotykały się na trasie.
Do sytuacji rodem z kultowego filmu "Zmiennicy", gdzie dwa autobusy jadą w tym samym czasie koło siebie na tej samej linii, doszło w czwartek m.in. na linii nr 19 po godz. 18. - Mój autobus miał na wyświetlaczu informację, że jedzie do Sitkówki. W pewnym momencie zrobił się ruch, ludzie chcieli wysiadać, bo zobaczyli, że za nami jedzie druga "19", ale z przystankiem końcowym w Bolechowicach. Pasażerowie zorientowali się, że wsiedli nie do tego autobusu, co chcieli. Kierowcy chyba się dogadali przez radio, bo oba wozy zatrzymały się koło Wodociągów Kieleckich i sporo osób się przesiadło, każdy do swojego autobusu - opowiada pan Janusz, który jechał "19" z tablicą "Sitkówka". Podobną przygodę przeżył też pan Piotr, również na linii 19, ale ok. godz. 21. - Byłem lekko zaskoczony, bo na wyświetlaczu była informacja, że to kurs do Zawady, który powinien być jakieś 40 minut wcześniej. Autobus, na który czekałem, miał dopiero przyjechać za jakieś dwie-trzy minuty. Ale kierowca spokojnie wyjaśnił, że z powodu remontu Sandomierskiej wszystkie autobusy mają gigantyczne spóźnienia - opowiada pan Piotr.

Czwartek był pierwszym dniem zamknięcia dla ruchu południowej jezdni na remontowanej ul. Sandomierskiej. - Autobusy, które tamtędy jeździły, miały nawet po godzinie opóźnienia. Staraliśmy się je nadrobić, ale to nie zawsze możliwe. I faktycznie, w pewnym momencie autobusy zaczęły jeździć stadami - przyznaje Elżbieta Śreniawska, prezes kieleckiego MPK. Dlaczego w takim razie nie zrezygnowano z dublujących się kursów? - Gdyby autobus, choćby opóźniony, nie wyjechał, to nie mielibyśmy zapłacone za kurs. Tak wynika z umowy podpisanej z Zarządem Transportu Miejskiego - wyjaśnia Śreniawska.

- Rzeczywiście, doszło do takiej sytuacji. Gdy na podstawie m.in. danych z GPS-u zorientowaliśmy się, że autobusy jeżdżą stadami, odwołaliśmy siedem kursów na liniach nr 10, 38 i 10. Możliwe, że na linii nr 19 nie udało się tego wychwycić - informuje Barbara Damian, wicedyrektor ZTM. Dzięki wstrzymaniu kursów miasto uniknęło płacenia za dublujące się kursy autobusów.

- Dla nas to wymierna strata. Przecież to nie nasza wina, że w mieście są korki. My byliśmy gotowi na wyjazd i bardziej opłaca się nam nawet wyjazd opóźnionego autobusu - ripostuje prezes Śreniawska. Według niej rozwiązaniem byłoby np. płacenie w takiej sytuacji tylko za gotowość do jazdy.

Tego nie przewiduje jednak obecnie obowiązująca umowa. Zakłada ona za to m.in. kary za spóźnienia i niezrealizowanie kursów z winy przewoźników. - Gdy ją tworzyliśmy kilka lat temu, nie spodziewaliśmy się, że może dojść do takiej sytuacji spowodowanej remontami dróg. Opóźnienia i odwołania kursów to zresztą ryzyko wszystkich przewoźników - tłumaczy wicedyrektor ZTM.

- Rozumiem, że MPK nie chce tracić kursów nie ze swojej winy i oczekuje czegoś w zamian - komentuje Wojciech Lubawski, prezydent Kielc. Jego zdaniem można się dogadać w tej sprawie. - I to nawet w ramach obecnej umowy. Wszyscy wiemy, jaka jest rzeczywistość na drogach, i będę o tym rozmawiał z dyrektorem Marianem Sosnowskim [dyrektor ZTM - przyp. red.]. Obie strony powinny znaleźć jakieś rozwiązanie - dodaje.

    Podziel się

    Dodaj swój komentarz:
    Autor:
    Login / Pseudonim: Hasło:
    Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
    | Załóż konto
    Komentarz:
    2007, 7 650 PLN
    1995, 1 700 PLN
    2007, 62 700 PLN
    2012, 46 990 PLN