Za odcinek autostrady A4 między Katowicami i Wrocławiem będziemy musieli zapłacić już w drugim kwartale tego roku. Tuż za węzłem Sośnica w Gliwicach powstaje plac poboru opłat, zakończyła się też budowa punktów poboru na 11 węzłach między obydwoma miastami. Trwają już tylko prace nad montażem systemu informatycznego odpowiadającego za pobieranie myta.
Plac poboru opłat powstał tuż za węzłem w Sośnicy, bo tutaj projektanci przewidzieli miejsce na ustawienie bramek w ciągu autostrady. 16-kilometrowy odcinek od placu poboru opłat do węzła w Kleszczowie jest naturalną obwodnicą Gliwic i aglomeracji górnośląskiej, dlatego samorządowcy i kierowcy alarmowali, że musi pozostać bezpłatny, żeby nie sparaliżować ruchu na lokalnych drogach w tym rejonie (bezpłatny na pewno będzie odcinek od Mysłowic do węzła Gliwice-Sośnica). Ministerialni urzędnicy obiecali, że tak będzie, ale wygląda na to, że słowa nie dotrzymali. - Nie mamy żadnego rozporządzenia dotyczącego tzw. biletu zerowego na tym odcinku - mówi Dorota Marzyńska-Koteras, rzeczniczka katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Kiedy pytamy o regulacje prawne dotyczące tej kwestii, urzędnicy w Ministerstwie Infrastruktury są zaskoczeni. - Żadne prace nad przygotowaniem takiego rozporządzenia nie były prowadzone ani nie toczą się obecnie - odpowiada Jakub Dąbrowski z Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Na pytanie, czy będą prowadzone w najbliższym czasie, Dąbrowski odsyła do ministerialnego rozporządzenia z 2002 roku. Z dokumentu wynika, że 16-kilometrowy odcinek jest na liście płatnych fragmentów autostrady A4 i o żadnym bilecie zerowym nie ma tu ani słowa.
Takim obrotem sprawy zaskoczeni są gliwiccy samorządowcy. Marek Jarzębowski, rzecznik prezydenta Gliwic, przypomina, że władze miasta długo lobbowały w tej sprawie u poprzedniego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. - Dostaliśmy jasną odpowiedź na piśmie, że możemy się nie obawiać, bo na tym odcinku zostanie wprowadzony bilet zerowy. To, co napisał gabinet ministra Grabarczyka, możemy do kosza wyrzucić? Nowy minister co prawda inaczej się nazywa, ale premier jest ten sam. Przecież państwo nie powstaje na nowo w związku z każdymi wyborami. Jakaś ciągłość obowiązuje - podkreśla Jarzębowski. Dodaje, że wprowadzenie odpłatności za 16-kilometrowy odcinek zakorkuje centrum miasta.
- Ogromna rzesza kierowców dojeżdża autostradą do strefy ekonomicznej. Trudno będzie znaleźć kierowcę, który dobrowolnie zapłaci za przejazd. Wszyscy będą zjeżdżali przed bramkami, na węźle w Sośnicy, i samochody zaleją centrum miasta - mówi Jarzębowski i dodaje, że mimo iż czasu jest mało, gliwickie władze będą próbowały przekonać ministerialnych urzędników do wprowadzanie biletu zerowego.
Policzyliśmy, że za 16-kilometrowy odcinek autostrady trzeba będzie zapłacić 3,2 zł (stawka za kilometr ma wynosić 20 gr dla samochodów osobowych). Pan Jacek z Katowic, jeden z kierowców, który codziennie dojeżdża do pracy do jednego z zakładów w gliwickiej strefie ekonomicznej, wyliczył, że przez miesiąc za przejazd w obydwie strony musiałby zapłacić prawie 130 zł. - To chore. Człowiek zastanawia się, skąd wziąć na paliwo... Po prostu nie będzie mnie na to stać. Będę musiał poszukać jakiejś innej drogi - mówi.
Plac poboru opłat powstał tuż za węzłem w Sośnicy, bo tutaj projektanci przewidzieli miejsce na ustawienie bramek w ciągu autostrady. 16-kilometrowy odcinek od placu poboru opłat do węzła w Kleszczowie jest naturalną obwodnicą Gliwic i aglomeracji górnośląskiej, dlatego samorządowcy i kierowcy alarmowali, że musi pozostać bezpłatny, żeby nie sparaliżować ruchu na lokalnych drogach w tym rejonie (bezpłatny na pewno będzie odcinek od Mysłowic do węzła Gliwice-Sośnica). Ministerialni urzędnicy obiecali, że tak będzie, ale wygląda na to, że słowa nie dotrzymali. - Nie mamy żadnego rozporządzenia dotyczącego tzw. biletu zerowego na tym odcinku - mówi Dorota Marzyńska-Koteras, rzeczniczka katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Kiedy pytamy o regulacje prawne dotyczące tej kwestii, urzędnicy w Ministerstwie Infrastruktury są zaskoczeni. - Żadne prace nad przygotowaniem takiego rozporządzenia nie były prowadzone ani nie toczą się obecnie - odpowiada Jakub Dąbrowski z Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Na pytanie, czy będą prowadzone w najbliższym czasie, Dąbrowski odsyła do ministerialnego rozporządzenia z 2002 roku. Z dokumentu wynika, że 16-kilometrowy odcinek jest na liście płatnych fragmentów autostrady A4 i o żadnym bilecie zerowym nie ma tu ani słowa.
Takim obrotem sprawy zaskoczeni są gliwiccy samorządowcy. Marek Jarzębowski, rzecznik prezydenta Gliwic, przypomina, że władze miasta długo lobbowały w tej sprawie u poprzedniego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. - Dostaliśmy jasną odpowiedź na piśmie, że możemy się nie obawiać, bo na tym odcinku zostanie wprowadzony bilet zerowy. To, co napisał gabinet ministra Grabarczyka, możemy do kosza wyrzucić? Nowy minister co prawda inaczej się nazywa, ale premier jest ten sam. Przecież państwo nie powstaje na nowo w związku z każdymi wyborami. Jakaś ciągłość obowiązuje - podkreśla Jarzębowski. Dodaje, że wprowadzenie odpłatności za 16-kilometrowy odcinek zakorkuje centrum miasta.
- Ogromna rzesza kierowców dojeżdża autostradą do strefy ekonomicznej. Trudno będzie znaleźć kierowcę, który dobrowolnie zapłaci za przejazd. Wszyscy będą zjeżdżali przed bramkami, na węźle w Sośnicy, i samochody zaleją centrum miasta - mówi Jarzębowski i dodaje, że mimo iż czasu jest mało, gliwickie władze będą próbowały przekonać ministerialnych urzędników do wprowadzanie biletu zerowego.
Policzyliśmy, że za 16-kilometrowy odcinek autostrady trzeba będzie zapłacić 3,2 zł (stawka za kilometr ma wynosić 20 gr dla samochodów osobowych). Pan Jacek z Katowic, jeden z kierowców, który codziennie dojeżdża do pracy do jednego z zakładów w gliwickiej strefie ekonomicznej, wyliczył, że przez miesiąc za przejazd w obydwie strony musiałby zapłacić prawie 130 zł. - To chore. Człowiek zastanawia się, skąd wziąć na paliwo... Po prostu nie będzie mnie na to stać. Będę musiał poszukać jakiejś innej drogi - mówi.









