Mercedes 230 SL | Świątynia sportu i elegancji

Ponad pół wieku temu Francuz Paul Bracq narysował samochód, który już w latach 60-tych stał się jedną z ikon motoryzacji. To Mercedes W 113
Miejsce, w którym Mercedesy rodzą się na nowo | WideoMiejsce, w którym Mercedesy rodzą się na nowo | Wideo

Aż trudno uwierzyć, że ten finezyjny projekt sportowego auta, o formie pełnej lekkości a jednocześnie eleganckiej, wyszedł spod ręki projektanta statecznych prezydenckich limuzyn Citroena i ekspresowych pociągów TGV. Bracq został głównym projektantem Mercedesa w 1957 r. i opracował nadwozia takich modeli jak 220 S Coupe, 600, W114/115 i 230/250/280 SL. Ten ostatni powszechnie nazywany był „pagodą”, ze względu na charakterystyczny kształt dachu wersji „hardtop”, przypominający zwieńczenia dalekowschodnich świątyń. Jego niepowtarzalne linie urzekły wielu fanów motoryzacji, dla których W 113 był po prostu dziełem sztuki.

Premiera 230 SL odbyła się w 1963 r. podczas salonu genewskiego. Oficjalnie pokazano go jako następcę legendarnego, wybitnie sportowego 300 SL Roadster. Ale tak naprawdę W 113 zastąpił w gamie Mercedesa również model 190 SL, uwielbiany przez sławnych ludzi i trwale wpisany w krajobraz kurortów i bogatych dzielnic. Te dwa samochody trafiały do dwóch różnych grup nabywców. Po wycofaniu 300 SL i 190 SL trzeba było przyciągnąć tych ludzi do jednego samochodu - „pagody”. Zadanie było niełatwe, ale niemieccy inżynierowie z pomocą francuskiego stylisty spisali się znakomicie. Nowy 230 SL w udany sposób łączył sportowy charakter z wyrafinowaną elegancją. Od zgrabnego nadwozia trudno było oderwać oczy, technika ukryta pod blachami nadwozia gwarantowała spore emocje na drodze, a prostota konstrukcyjna zapewniała trwałość i niezawodność.

Ważną cechą W 113, która miała przyciągać klientów równie mocno jak estetyka czy osiągi, był wysoki poziom bezpieczeństwa.

Pod względem konstrukcyjnym W 113 bazował w dużej części na modelu 220 SE, kodowanym jako W 111. To z niego zapożyczono przednie zawieszenie, układ hamulcowy w przednimi hamulcami tarczowymi i tylnymi bębnowymi, oraz silnik. Benzynową, sześciocylindrową, rzędową jednostkę napędową o pojemności 2306 ccm poddano modernizacji. Moc maksymalna sięgnęła 150 KM przy 5500 obr/min a maksymalny moment obrotowy 196 Nm przy 4200 obr/min. Samochód przyśpieszał od 0 do 100 km/h w 11,1 s z manualną skrzynią czterobiegową, w 9,7 s z manualną przekładnią pięciobiegową (od 1965 r.) i w 10,7 s z 4-biegowym automatem. Przekładnie automatyczne dominowały w egzemplarzach eksportowanych do Stanów Zjednoczonych, gdzie 230 SL cieszył się dużym powodzeniem. Na potrzeby rynku amerykańskiego zmieniano również charakterystykę podwozia. Zmniejszano sztywność zawieszeń, by zapewnić wyższy komfort jazdy. W odmianach europejskich zawieszenia W 113, zwłaszcza tylne, były „twardsze”. „Pagoda” osiągała maksymalną prędkość 200 km/h z manualnymi skrzyniami biegów i 195 km/h z przekładnią automatyczną. Te wartości nie zmieniły się w kolejnych wersjach silnikowych.

Sprawdź oferty sprzedaży używanych Mercedesów

Ważną cechą W 113, która miała przyciągać klientów równie mocno jak estetyka czy osiągi, był wysoki poziom bezpieczeństwa. Zadbano o wytrzymałe przegrody z przodu i z tyłu, przednią i tylną strefę zgniotu a także solidne usztywnienie kabiny pasażerskiej. Wnętrze pozbawiono niebezpiecznych, ostrych krawędzi, a za dopłatą dostępne były pasy bezpieczeństwa. Takie podejście do konstrukcji spowodowało jednak znaczący przyrost masy auta. By ją zredukować niektóre elementy, takie jak pokrywa silnika, pokrywa bagażnika i poszycia drzwi, wykonano z aluminium.

Mercedes SL | 60 lat legendyMercedes SL | 60 lat legendy

W 1966 r. pokazano nową wersję „pagody” z większym silnikiem. Wprowadzony do sprzedaży od stycznia 1967 r. model 250 SL miał pod maską rzędowego sześciocylindrowca o pojemności 2496 ccm, mocy maksymalnej 150 KM przy 5500 obr/min i maksymalnym momencie obrotowym 216 Nm przy 4200 obr/min. Moment obrotowy zyskał 20 Nm i lepszą charakterystykę, która zapewniła silnikowi większą elastyczność. Nie wpłynęło to jednak w istotny sposób na osiągi. Z manualną, pięciostopniową skrzynią biegów 250 SL przyśpieszał od 0 do 100 km/h w 9,7 s, z 4-biegową przekładnią automatyczną w 10,6 s. Istotną modyfikacją techniczną było zastosowanie tarcz hamulcowych przy kołach tylnej osi w miejsce bębnów.

Kolejna wersja W 113 weszła do produkcji w 1968 r. Tym razem wyraźnie poprawiono parametry sześciocylindrowego, rzędowego silnika o pojemności skokowej zwiększonej do 2778 ccm. Moc maksymalna wzrosła do 170 KM przy 5750 obr/min a maksymalny moment obrotowy do 240 Nm przy 4500 obr/min. Model 280 SL osiągał „setkę” ze startu stojącego w 9 s. Ta wersja „pagody” była najmocniejsza i najcięższa, dlatego legitymuje się najwyższym zużyciem paliwa - średnio 11,4 l/100 km. Poprzednik, 250 SL, spalał nieco mniej (średnio 11,2 l/100 km). Najoszczędniej obchodziła się z paliwem wersja 230 SL (10,2 l/100 km). Przez cały okres produkcji w układzie zasilania montowano wtrysk benzyny firmy Bosch.

Pięćdziesięciolatek spod znaku trójramiennej gwiazdy po prostu wciąż jest w świetnej formie.

Mercedes W 113 modernizowany był jedynie od strony technicznej. Nadwozie nie zmieniło się przez cały okres produkcji od 1963 do 1971 r. Na rynek trafiło 19 831 egzemplarzy wersji 230 SL, 5196 egzemplarzy wersji 250 SL i 23 885 egzemplarzy wersji 280 SL. W sumie na drogi wyjechało 48 912 sztuk „Pagody”, bardzo dużo jak na samochód tej klasy.

Mercedes W 113, chociaż sport wpisany był w jego charakter, nigdy nie odnotował godnych uwagi wyników na wyścigowych czy rajdowych trasach. Mimo swej elegancji nie został też amantem kina czy bohaterem mediów. To samochód, który na swoją reputację zapracował pięknym wyglądem, prostotą konstrukcyjną, przyjemnością z jazdy jaką zapewniał i solidnością, dzięki której jest dzisiaj jednym z najbardziej poszukiwanych klasyków. Pięćdziesięciolatek spod znaku trójramiennej gwiazdy po prostu wciąż jest w świetnej formie.

ZOBACZ TAKŻE:

Mercedesem 220 SE po Nurburgringu | Zielone piekło sprzed lat

Mercedesem 220 SE po Nurburgringu | Zielone piekło sprzed lat

Więcej o: