Mercedesem 220 SE w Westphalen Trophy | Zielone piekło sprzed lat

To miał być spokojny jesienny weekend, w trakcie którego jedynym przyjemnym obowiązkiem miała być sobotnia obecność na ślubie znajomych i błogi niedzielny odpoczynek od dosłownie wszystkiego. Miał być... bo wszystko zmienił jeden telefon
Mercedes-Benz Classic i Moto.pl razem na Nurburgringu

„Chciałbym zaprosić Cię na wyjątkowe wydarzenie, nad którym pracowaliśmy od dawna” - zabrzmiał męski głos w słuchawce. „Jeżeli masz wyścigową licencję to możesz pojechać w zespole Mercedes-Benz Classic w wyścigu ADAC Westphalen Trophy.” I jak miałem odmówić?

Prawie 21 kilometrów, ponad 70 zakrętów i 300 metrów różnicy wysokości. Takimi danymi charakteryzuje się tylko jeden tor wyścigowy na świecie. To właśnie w „Zielonym piekle” jak nazywany jest Nurburgring Nordschleife, dzięki uprzejmości polskiego oddziału Mercedesa przyszło mi się zmierzyć ze światem wyścigów rodem z lat 60. Na początku poczułem się trochę jak dziecko w wesołym miasteczku, które stojąc szczęśliwe z uśmiechem na twarzy dowiedziało się, że z tej kolejki nie wszyscy wychodzą o własnych siłach. I faktycznie, gdy przyjechałem na miejsce radość zmieszała mi się z obawą.

Dlaczego? Bowiem w trakcie tego weekendu miałem zasiąść za kierownicą Mercedesa 220 SE (W111), który gdy wyjechał ze srebrnej ciężarówki wyglądał jakby przyjechał na targi klasyków, a nie jak auto, które miało stanąć lusterko w lusterko ze 150 innymi wyścigowymi potworami w postaci Porsche 911 czy BMW M1 na najniebezpieczniejszym torze na świecie.

Atmosfery panującej w paddocku i boksach nie da się tak po prostu opisać

W październikowy weekend zjechali się na niego uczestnicy aż 11 różnych serii wyścigowych, których główną stawkę stanowiły auta z Youngtimer Trophy oraz FHR Dunlop Langsteckencup, w którym to przyszło mi rywalizować. Dwugodzinne kwalifikacje i dwugodzinny wyścig dla samochodów z lat 1947-1975 odbyły się w niedzielę.

Atmosfery panującej w paddocku i boksach nie da się tak po prostu opisać. Dla miłośników klasycznej motoryzacji i wyścigów jedynym miejscem, które może okazać się jeszcze bardziej wyjątkowe jest Circuit de la Sarthe, gdy odbywa się na nim Le Mans Classic. Na Nurburgingu nie zabrakło jednak takich wyścigowych perełek jak Porsche 904 GTS czy znacznie mocniejszy od naszego Mercedes 300 SEL 6.3.

Historia Mercedesa klasy SHistoria Mercedesa klasy S

Dlaczego zatem fabryczny zespół Mercedesa nie dysponuje najmocniejszym autem w stawce? Szybko wytłumaczył mi to szef zespołu. Gdyby Mercedes chciał, mógłby absolutnie zdominować tą serię wyścigową. Jednak celem jest promowanie klasycznych wyścigów i możliwość startu tym autem osób, które tak jak ja nie mają ogromnego wyścigowego doświadczenia i chcą poczuć wyjątkowy klimat tych imprez.

Stojący przede mną 220 SE to jednak prawdziwa legenda motorsportu. Więcej o samym aucie napiszę w osobnym tekście, ale muszę wspomnieć o jego podstawowych cechach. Pod maską znajduje się 6-cylidnrowy silnik o pojemności 2,2 litra, którego moc zwiększono z seryjnych 120 do 140 KM. Ma sportowe zawieszenie z epoki, ale współczesną klatkę bezpieczeństwa, kubełkowy fotel i szelkowe pasy. Cała reszta jest niemalże seryjna. Maksymalnie rozpędza się do 160 km/h, a siedząc w środku i trzymając seryjną cienką kierownicę, otacza nas deska rozdzielcza z drewnianym wykończeniem. Jest również dodatkowy obrotomierz.

To co stanowi ogromną wartość tego auta, to wypisana na dachu lista kierowców, którzy wystartowali nim w ostatnich latach. Klaus Ludwig, Jochen Mass, David Coulthard, Ellen Lohr i wielu innych doskonałych zawodników. Na myśl, że polska flaga i moje imię pojawi się obok nich można się tylko zawstydzić.

Już w trakcie kwalifikacji okazało się, że mimo tego, że mamy z moim szwedzkim zmiennikiem najwolniejsze auto w stawce, jazda nim to nie będzie przysłowiowa kaszka z mleczkiem. Zmoczona przez noc Północna Pętla nie chciała przesychać, a jazda na cienkich oponach Dunlop Racing z epoki nie sprzyja przyczepności. Do tego wszystkie auta na torze są szybsze, więc co i raz w lusterku pojawia się chmara kolorowych bandytów, którzy są gotowi nawet zepchnąć cię z nitki toru. Najszybsze z nich po prostu połykały mnie co okrążenie. Nie miałem jednak nic przeciwko, bo widzieć legendarne auta jadące pełnym gazem to sama przyjemność.

Już w trakcie kwalifikacji okazało się, że mimo tego, że mam najwolniejsze auto w stawce, jazda nim to nie będzie przysłowiowa kaszka z mleczkiem

W trakcie wyścigu „trup śle się gęsto”, a części i całe uszkodzone auta można spotkać na wielu fragmentach torów. Do boksów co jakiś czas zjeżdżają porozbijane auta, a mechanicy uwijają się w pocie czoła, żeby przywrócić je do stanu nadającego się do dalszej jazdy. Niektóre nie wracają na niego już nigdy.

Jazda „220-tką” po Nordschleife to niesamowite przeżycie. Z jednej strony człowiek koncentruje się na jak najszybszej jeździe, z drugiej uważa na wszystko co mogłoby się przyczynić do uszkodzenia auta, a w międzyczasie ma jeszcze czas na to żeby zastanowić się nad tym jak daleko przez ostatnie 50 lat rozwinął się motorsport. O ile bezpieczniejsze są tory, o ile szybsze samochody, ale o ile to wszystko stało się bardziej skomplikowane. Czasy ścigających się „skrzydlaków” już dawno minęły, ale dzięki takim wyścigom jak Westphalen Trophy, firmom jak Mercedes, legendarnym torom, które trzeba utrzymywać oraz masie entuzjastów klasycznych wyścigów nie zapomina się o kwintesencji tego sportu, czyli świetnej atmosferze i radości, że w ogóle dotarło się do mety. Trzeba też pamiętać, że jeden telefon może sporo zmienić.


ZOBACZ TAKŻE:

Rajdowa podróż w czasie Mercedesem

Rajdowa podróż w czasie

Więcej o:
Komentarze (1)
Mercedesem 220 SE w Westphalen Trophy | Zielone piekło sprzed lat
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • psoroka

    Oceniono 4 razy 2

    Super tekst!!!

    I musiało to być wspaniałe przeżycie.

    Nie ma to jak Ring - przejechanie go współczesnym samochodem to niesamowite przeżycie, a co dopiero przejechanie go klasykiem, za którego sterami siadali najwięksi...!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX